Przejdź do treści

Niesamowite wodospady Płaskowyżu Bolaven – Azja 2016

  • Azja, Laos

Wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę po Płaskowyżu Bolaven. Zobaczyliśmy niezwykłe wodospady oraz zatrzymaliśmy się w wiosce plemienia Katu.

Dzień 10

Pakxé -> Tad Fane -> Kok Phung Tai -> Tad Lo -> Tad Pasuam -> Pakxé

Rankiem zostaliśmy zgarnięci przez żonę naszego przewodnika spod biura podróży. Zabrała nas busikiem do mechanika, gdzie już czekał na nas świeżo naprawiony bus, którym mieliśmy ruszyć na wycieczkę. Szybko jednak okazało się, że coś ci mechanicy sobie nie poradzili i z auta ciekł olej. Ostatecznie więc ruszyliśmy z naszą przewodniczką na wycieczkę jej autem.

Skierowaliśmy się na zachód, w głąb prowincji Champasak. Pierwszy punkt programu oddalony był o niecałe 40 kilometrów od Pakxé. Zatrzymaliśmy się na parkingu otoczonym straganami i po krótkim spacerze dotarliśmy do wodospadu Tad Fane. Widok… Wow! Dwie kaskady o 120 metrowej wysokości pojawiające się jakby z nikąd spadały z niesamowitym hukiem w dół. Tak wysokich wodospadów jeszcze nigdy nie widziałem. Kosmos po prostu!

Wodospad Tad Fane
Wodospad Tad Fane

Kolejny punkt programu to plantacja herbaty i kawy. Trochę to było takie miejsce na pokaz, ale miałem okazję zobaczyć jak rośnie kawa i spróbować wywaru ze świeżo zebranych i zmielonych liści herbaty. Można było rzecz jasna również zakupić miejscową herbatę czy kawę. Po raz pierwszy spotkaliśmy się tu również z dziką azjatycką fauną. Na ogromnej sieci, rozpostartej pomiędzy drzewami siedział wielki, paskudny i straszny pająk.

Świeżo zebrane liście herbaty
Wywar ze świeżo zebranych i zmielonych liści herbaty
Owoce kawowca
Laotańska kawa
Laotańska herbata
Ogromny pająk

Ruszyliśmy dalej. Droga wiodła przez wioski w których dominowały domy na palach. Wzdłuż drogi wędrowały dzieci, często ubrane w mundurki – zapewne wracały ze szkoły.

Wreszcie zatrzymaliśmy się na skraju wioski Kok Phung Tai – tuż na przy granicy prowincji Xékong i Saravane, na północ od Thateng.

Płaskowyż Bolaven zamieszkuje kilka grup etnicznych – wśród nich najliczniejsze jest plemię Laven. Pozostałe to plemiona Alak, Katu, Taoy, and Suay. Każda z tych grup etnicznych mówi swoim własnym językiem i wyznaje animizm – wiarę rdzennych ludów plemiennych, w której istoty nie-ludzkie, takie jak zwierzęta, rośliny czy przedmioty nieożywione – posiadają duszę. Animizm charakteryzuję się również tym, że składane są ofiary ze zwierząt, by uspokoić rozgniewane duchy.

Kok Phung Tai była wioską plemienia Katu. W jej głąb prowadziła ścieżka wydeptana w pomarańczowej glebie. Na placu pośrodku osady, otoczonym przez skromne domy na palach pasły się świnie i wesoło biegały dzieci. Czułem się nieco dziwnie i nie na miejscu robiąc zdjęcia, bo to jednak wchodzenie w czyjąś prywatność, a tego nigdy nie lubiłem. Nigdy też nie fascynowała mnie bieda czy inność wśród ludzi. Ciężko było jednak odmówić sobie kilku zdjęć, bo widok był bardzo niecodzienny.

Z mieszanymi uczuciami opuszczaliśmy wioskę. W naszej wizycie w Kok Phung Tai było jednak coś dobrego. Przy wejściu pobierano opłatę 5000 kipów (nieco ponad 2 zł), z której dochód przeznaczany był na budowę szkoły, co pozwalało pieniądze turystów wymienić na edukację najmłodszych dzieci i jakąś szansę na lepsze życie dla nich.

Kok Phung Tai
Kok Phung Tai
Kok Phung Tai
Kok Phung Tai
Kok Phung Tai
Kok Phung Tai

Następny punkt wycieczki – wodospad Tad Lo. Dostaliśmy dwie godziny wolnego czasu. Można więc było spokojnie zrobić zdjęcia, zjeść obiad i chwilę odpocząć.

Od zawsze marzyła mi się kąpiel w wodospadzie i wiedziałem, że tu właśnie mogę swoje marzenie zrealizować! 🙂

Przebrałem się w kąpielówki, pokonałem rzekę sięgającą mi po kolana i znalazłem się tuż pod strumieniami spadającej wody. Jakaś kobieta zbierająca w wodzie ślimaki ostrzegła mnie by nie iść dalej, bo jest to niebezpieczne. Rzeczywiście kilka metrów dalej woda spadała już z taką siłą, że mogło się to źle skończyć. Jednak miejsce które wybrałem na kąpiel było optymalne i bezpieczne. Niesamowite uczucie!
Szczęśliwy, dzięki spełnionemu marzeniu siadłem w pobliskiej knajpce razem z Maćkiem. Nie bardzo chciało nam się jeść, więc zamówiliśmy jedną porcję na pół.

Po jakimś czasie stwierdziłem, że zrobię jeszcze kilka zdjęć wodospadu. Znów przeszedłem przez rzekę i stanąłem u podnóża kaskad. Odniosłem dziwne wrażenie, że w miejscach w których dotychczas było sucho, teraz pojawiały się nowe strumienie wody. Tak! Wody nagle zaczęło się robić coraz więcej i przybywała coraz szybciej. Gdzieś w górach musiała być porządna ulewa. Postanowiłem wracać jak najprędzej. Tylko, że miejscu gdzie wcześniej rzeka sięgała mi do kolan, teraz była niemal po pas. Nurt stał się wyjątkowo silny, a przez śliskie kamienie na dnie każdy krok groził poślizgnięciem się i porwaniem przez wzburzoną wodę. Lekko wpadłem w panikę rozglądając się za bezpiecznym przejściem, tym bardziej, że zbliżał się czas zbiórki. Wreszcie udało mi się pokonać niewielką jeszcze przed chwilą rzekę, ale nogi trzęsły mi się jak galareta. Zdecydowanie nie doceniłem siły żywiołu który wziął się właściwie znikąd.

Wodospad Tad Lo
Wodospad Tad Lo
Wodospad Tad Lo
Kąpiel w wodospadzie Tad Lo 🙂
Wodospad Tad Lo – Woda wezbrała

Przed nami był ostatni punkt programu – wodospad Tad Pasuam. Całkiem ładny, nieduży wodospad w kształcie podkowy robił wrażenie. Tym bardziej, że do dogodnego punktu widokowego trzeba było przejść po bambusowym moście zawieszonym nad rzeką Vang Ngao.

Tuż obok znajdowała się wioska etniczna Uttayan Bajiang, czyli coś na kształt skansenu – sporo ciekawych budynków i ludzie przebrani w ludowe stroje. Wioska etniczna miała pokazywać życie plemienia Katu. Wyglądało to ładnie i interesująco, ale brakowało w tym autentyczności. Skansen i pobliski wodospad oraz knajpki z opcją noclegu tworzyły swoisty kompleks turystyczny. Tutaj też udało mi się kupić kolejną Fantę o smaku niedostępnym w Polsce. To było dla mnie całkiem zaskakujące, że w Laosie znalazłem aż pięć różnych smaków tego napoju.

Wodospad Tad Pasuam
Most nad rzeką Vang Ngao
Most nad rzeką Vang Ngao
Wioska etniczna Uttayan Bajiang
Wioska etniczna Uttayan Bajiang
Wioska etniczna Uttayan Bajiang
Fanta 🙂

Na tym wycieczka właściwie się kończyła. Warto było, bo w ciągu jednego dnia zobaczyliśmy więcej niż bylibyśmy w stanie zobaczyć przez trzy dni poruszając się na własną rękę.

W Pakxé zjedliśmy kolację w knajpce Daolin i dość szybko poszliśmy spać. Następnego dnia czekała nas bowiem dalsza podróż na południe.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *