Przejdź do treści

Droga do Kambodży – Azja 2016

  • Azja, Laos

Miało być prosto i przyjemnie. A tymczasem zanim dotarliśmy do okrytej złą sławą granicy w Veun Kham wysadzono nas w wiosce pośrodku niczego, gdzieś w Laosie.

Dzień 11

Pakxé -> Veun Kham -> Strung Treng

Z Pakxé mieliśmy się dostać do Siem Reap w Kambodży. Nauczeni doświadczeniem bilety na autobus kupiliśmy w biurze podróży. W teorii podróż miała wyglądać łatwo – bus do granicy, przejście przez nią pieszo i z drugiej strony bezpośredni bus do Siem Reap. Ale to przecież Laos, więc nie mogło być prosto. Wszystko szło gładko do momentu, aż nasz bus zatrzymał się w wiosce pośrodku niczego, gdzieś na południu Laosu. Kierowca zdjął nasze plecaki z dachu, wskazał skromną przydrożną knajpkę i kazał nam czekać w tym miejscu. Ktoś miał nas stąd zabrać w ciągu 15 minut. Siedzieliśmy w cieniu, ale niewiele to dawało, bo okrutny żar lał się z nieba. Jedyną rozrywką było obserwowanie pełzających po ścianach i suficie jaszczurek oraz dziwnych pojazdów – jakby połączenia traktora, kosiarki i przyczepy. Czas mijał powoli. Gdy przez pół godziny nikt się nie pojawił zaczęliśmy się lekko niepokoić. Po 45 minutach jeszcze bardziej.

Jaszczurka chodząca po ścianie
Dziwny laotański wehikuł

Wreszcie jednak od zachodu nadjechał jakiś bus – to do niego mieliśmy wsiąść i dotrzeć nim na granicę.

Minęło już południe gdy znaleźliśmy się na przejściu granicznym Veun Kham – Strung Treng. Do stojących w kolejce do przekroczenia granicy turystów podchodzili Laotańczycy (cholera wie kto to był, ale to przejście graniczne okryte jest złą sławą przez grasującą tu laotańską mafię), zbierali paszporty, zdjęcia i pieniądze – 40 dolarów od osoby. Facet który wziął od nas paszporty i pieniądze poszedł w stronę punktu kontroli, a nam kazał iść na drugą stronę granicy. Zasada działania była tu podobna jak na granicy wietnamsko-laotańskiej – opłata za wizę standardowo, a do tego kolejne dodatkowe opłaty – za brak zdjęcia, za pieczątkę, za kontrolę medyczną i za jakieś inne dziwaczne formalności. No i oczywiście do tego mała prowizja dla faceta, który gdzieś z naszymi paszportami latał.

Minęliśmy pas ziemi niczyjej i dotarliśmy do kambodżańskiego punktu kontrolnego. Zmierzono nam temperaturę i skierowano do busa stojącego tuż obok przejścia granicznego.

Veun Kham – Laotański przejście graniczne
Strung Treng – Kambodżańskie przejście graniczne
Welcome to Cambodia 🙂

Byliśmy więc Kambodży i siedzieliśmy w autobusie mającym jechać do Siem Reap. Nie mieliśmy jednak naszych paszportów, a facet, który je zabrał gdzieś zniknął!

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *