Przejdź do treści

Niebezpieczna dzielnica Pragi? – Czechy 2014

  • Czechy

Žižkov – dzielnica robotników, biedaków, pijaków, wariatów, artystów i Cyganów. Rzekomo niebezpieczna. A dla mnie jedno z najpiękniejszych i najbardziej klimatycznych miejsc w stolicy Czech.

Dzień 2

Praga – Nowe Miasto, Žižkov, Stare Miasto

Rankiem, zbierając się pomału do wyruszenia na miasto, stanąłem sobie przed hostelem. A tu nagle zaczęły przechodzić obok mnie dzieci z balonikami, a wraz z nimi rodzice. No tak – 1 września.

Wokół toczy się codzienne życie, a my jesteśmy od tego jakoś tak oderwani. Właśnie to w podróżach jest najpiękniejsze – to, że wszystkie troski życia są nieistotne, liczy się tylko tu i teraz.

Tym razem jako pierwszy cel wybraliśmy Kino Lucerna. Po drodze jeszcze minęliśmy słynny lokal U Fleku, o tej porze jeszcze zamknięty. Mieliśmy zamiar wieczorem odwiedzić to miejsce. Nie udało nam się to jednak ani tego, ani następnego dnia – kolejny punkt do nadrobienia następnym razem.

Kino Lucerna słynie głównie z charakterystycznej rzeźby powieszonej pod szklaną kopułą dachu której autorem jest David Černy. Zresztą na jego prace można natrafić w paru miejscach Pragi.

Praga – Kino Lucerna – Rzeźba Davida Cernego

Będąc pod kinem stwierdziliśmy, że całkiem niedaleko jest jakiś duży budynek zaznaczony na mapce zabranej z hotelu. Tym budynkiem okazał się gmach Muzeum Narodowego. Całkiem niebrzydki obiekt, a na pewno zwracający uwagę. Dotarliśmy do niego szerokim deptakiem – Václavské náměstí, lekko wznoszącym się w kierunku muzeum. Przestrzeń jaką tworzyły, deptak oraz równoległe do niego ulice podobała się bardzo Andżeli. A i według mnie wyglądało to wszystko dość ładnie.

Praga – Muzeum Narodowe

Idąc dalej, nieco pomęczyliśmy się z przekroczeniem ulicy Wilsonovej oraz zahaczyliśmy o główny dworzec Pragi – Praha hlavní nádraží, swoją drogą ciekawie wyglądający z zewnątrz i świetnie odnowiony w środku.

Kolejny cel – Žižkov – do 1922 roku oddzielne miasto, później przyłączony do Pragi, był dzielnicą robotników, biedaków, pijaków, wariatów, artystów i Cyganów. Rzekomo niebezpieczną. Coś jak Bronx, albo Praga w Warszawie.

Mnie natomiast Žižkov urzekł. Odnowione, kolorowe kamienice, brukowane pochyłe uliczki i chodniki porastające trawą przebijającą się spod kostki. No i żadnych wycieczek. Ani jednego japończyka, niemca czy anglika. Poza głównymi ulicami – Husitską i Seifertovą, po których przechadzali się miejscowi – cisza i spokój. Coś w sobie ten Žižkov ma, jakiś taki zupełnie inny, niesamowity klimat.

Praga – Žižkov
Praga – Žižkov
Praga – Žižkov
Praga – Žižkov – Mural

Nad dzielnicą wznosi się spore wzgórze – Vitkov. Na nim zaś miała miejsce bitwa pomiędzy Husytami i Krzyżakami. Zwycięska dla tych pierwszych. Dowodził nimi Jan Žižka (jak nietrudno się domyślić, od jego nazwiska wzięła nazwę cała dzielnica) i jego pomnik mający 8 metrów wysokości wieńczy szczyt. Tuż obok znajduje się monumentalny budynek mauzoleum odrodzenia narodowego. Kompletnie nieinteresujący.

Na wzgórze warto wejść chociażby ze względu na ładny widok na miasto. No i my się na to wzgórze wdrapaliśmy, po drodze mijając Muzeum Wojska.

Widok warty był wysiłku – ładnie stąd widać Żiżków wraz z neogotyckim kościołem św. Prokopa i wieżą telewizyjną, po której łażą na czworakach upiorne bobasy – kolejne rzeźby Davida Černego.

Praga – Pomnik Jana Žižki
Praga – Widok na Žižkov z wzgórza Vitkov

Była już prawie 15 i trochę zgłodnieliśmy. Andżela natomiast uparcie truła mi od dłuższego czasu o zaprażanym serze. Zaczęliśmy więc poszukiwania takowego właśnie na Žižkovie, wiedząc, ze nie trafimy tu na ceny dla turystów i nie przepłacimy.

W końcu znaleźliśmy knajpkę „U Dudáka”. Małe, niepozorne wnętrze, trochę przypominające czasy komuny, obok starsze małżeństwo czechów pijące piwo i palące do tego fajki, no i ceny w menu zdecydowanie odpowiadające naszemu budżetowi.

Zamówiliśmy 2 piwa Staropramen i zestaw 4 serów – wędzonego, pleśniowego, niebieskiego i zwykłego. Ten pierwszy zdecydowanie był najlepszy. Najedzeni i szczęśliwsi o parę procent postanowiliśmy zahaczyć o sklep (jako, że skończył się nam pewien element dodający + 200 do klimatu), oraz zobaczyć ten neogotycki kościół widoczny ze wzgórza Vitkov, no i w końcu zwiedzić Stare Miasto, bo jak na razie dziwnym trafem je omijaliśmy.

Stare Miasto – znów tłumy turystów, ale do nich już jakoś się przyzwyczaiłem, kolorowe sklepiki pełne pamiątek, muzyka wszędzie wokół. No i przeurocze uliczki, bramy, wąskie przejścia, które wraz z nastaniem nocy nieco pustoszały. Nie mieliśmy konkretnego planu, ani pomysłu co chcemy zobaczyć, więc najpierw przyszliśmy na rynek, a następnie pogubiliśmy się nieco w tych różnych uliczkach i zaułkach.

Praga – Rynek z ratuszem
Praga – Praski zegar astronomiczny na ratuszu

Mijaliśmy sklepy z absyntem i masą różnych produktów zawierających ziółka. Podejrzewam, że większość z nich to ściema dla turystów. A no i oczywiście byliśmy zaczepiani przez różnych jegomościów tekstami – „Smoke weed?”, ”Hashish, marihuana?

Praga – Sklep z pamiątkami 😉

No i znów przypadkiem, szukając darmowej toalety trafiliśmy do małej knajpki – Konirna, w jednej z bocznych uliczek. I przez zbieg różnych okoliczności poznaliśmy zwariowanego czecha Davida oraz jego szaloną słowacko-węgierską dziewczynę. David grał w rockowym zespole P.R.D.I., co jak tłumaczyła jego dziewczyna oznacza po prostu – pierdzieć.

Spędziliśmy bardzo pozytywnie i wesoło czas, rozmawiając mieszanką polskiego, angielskiego i czeskiego, dodatkowo humor poprawiając sobie kolejnym świetnym piwem – Bernard – piwa które mnie urzekło. W końcu miałem okazję spróbować jakiegoś ciemnego miejscowego piwa oraz piwa powstałego z połączenia jasnego z ciemnym. Warto jeszcze wspomnieć, że knajpka mieści się w dawnej stajni.

Praga – Konirna – Z Andżelą, Davidem i jego dziewczyną

Gdy wyczerpaliśmy dzienny budżet oraz skończyło się piwo opuściliśmy to radosne miejsce i postanowiliśmy się jeszcze przespacerować po mieście. Teraz puste już niemal uliczki i zaułki wyglądały dużo bardziej klimatycznie. I te uliczki zawiodły nas pod budynek Rudolfinium – najważniejszy obiekt neorenesansowy w Pradze. Brzydki nie był, ale i dupy nie urywał…

Parę kroków zaledwie (i to dosłownie) dzieliło nas od dawnej dzielnicy żydowskiej – Josefov. Ciekawostką jest to, że synagogi i cmentarze zachowały się tutaj w bardzo dobrym stanie, dlatego, że Hitler planował stworzyć tu muzeum „wymarłej rasy”, już po tym jak zakończy swój plan wymordowania wszystkich żydów.

Tak naprawdę tylko zrobiliśmy krótki spacer przez Josefov, nie zwiedzając po kolei licznych synagog, ani nie odwiedzając cmentarzy. Po pierwsze dlatego, że bilety wstępu kosztowały niemało, a po drugie i przede wszystkim dlatego, że było już po 21 i wszystko zostało pozamykane. Zresztą musi też zostać coś na następny raz, prawda?

Niemniej jednak ta część Pragi również mocno jest nastawiona na turystów o czym świadczyć mogły liczne knajpki z kuchnia żydowską oraz wiele miejsc stylizowanych pod klimat.

A my pokręciliśmy się jeszcze po Starym Mieście i gdzieś po 22 dotarliśmy do hostelu.

No i nie pograłem z Brazylijczykiem, bo była już cisza nocna i zakończył swój występ

Praga – Gdzieś w jednej z uliczek Starego Miasta
Praga – Rynek i kościół Marii Panny pod Tynem

Ciąg dalszy tej historii znajdziesz tutaj!

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *