Przejdź do treści

Delta Mekongu – Azja 2016

Jedna z największych rzek Azji, magiczna świątynia, dziwna religia kokosa i najbardziej śmierdzący owoc świata. A to wszystko zaledwie jednego dnia w Wietnamie.

Dzień 20

Ho Chi Minh -> Mỹ Tho -> Wyspa Thới Sơn -> wysepka Cồn Phụng -> Mỹ Tho -> Ho Chi Minh

W hostelu w którym spaliśmy mieliśmy rezerwację tylko na dwa dni. Okazało się, że niestety nie możemy jej przedłużyć, bo wszystkie miejsca są już zarezerwowane. Dogadałem się jednak z recepcjonistką, że zostawimy swoje plecaki i odbierzemy je wieczorem.

Miejsce zbiórki dla naszej wycieczki mieliśmy pod biurem podróży. Delta Mekongu czekała!

Nim jednak dotarliśmy na miejsce mieliśmy jeszcze dwa przystanki. Pierwszym była jakaś restauracja, gdzie nie było kompletnie nic ciekawego, a ceny znacznie wyższe niż normalnie.

Drugi przystanek to Pagoda Vĩnh Tràng (świątynia buddyjska) na obrzeżach miasta Mỹ Tho. Trochę już tych świątyń wcześniej widzieliśmy, ale ta robiła wrażenie. Pagoda miała niesamowite zdobienia, a tuż obok stały potężne wizerunki Buddy – różne jego przedstawienia. Niezwykły klimat panował też w jej wnętrzu. Woń palących się kadzidełek wręcz odurzała, a wpadające przez otwory w dachu promienie słońca oświetlały złote figurki Buddy. Magia!

Mỹ Tho - Pagoda Vĩnh Tràng
Mỹ Tho – Pagoda Vĩnh Tràng
Mỹ Tho - Pagoda Vĩnh Tràng
Mỹ Tho – Pagoda Vĩnh Tràng
Mỹ Tho - Pagoda Vĩnh Tràng
Mỹ Tho – Pagoda Vĩnh Tràng
Mỹ Tho - Pagoda Vĩnh Tràng
Mỹ Tho – Pagoda Vĩnh Tràng
Mỹ Tho - Pagoda Vĩnh Tràng
Mỹ Tho – Pagoda Vĩnh Tràng – Wnętrze
Mỹ Tho - Pagoda Vĩnh Tràng
Mỹ Tho – Pagoda Vĩnh Tràng – Wnętrze
Mỹ Tho - Pagoda Vĩnh Tràng - Posąg Buddy
Mỹ Tho – Pagoda Vĩnh Tràng – Posąg Buddy
Mỹ Tho - Pagoda Vĩnh Tràng - Posąg Buddy
Mỹ Tho – Pagoda Vĩnh Tràng – Posąg Buddy
Mỹ Tho - Pagoda Vĩnh Tràng - Posąg Buddy
Mỹ Tho – Pagoda Vĩnh Tràng – Posąg Buddy

Zaledwie parę minut jazdy busem dzieliło nas od rzeki Mekong. Jej delta zajmuje powierzchnię 58,5 tys. km² i jest drugą największą w Azji. W przystani przesiedliśmy się na statek i wypłynęliśmy w kierunku jednej z wysepek.

Dość szybko dopłynęliśmy na wyspę Thới Sơn. Ze stałym lądem łączy ją ogromny most przerzucony nad wodami Mekongu.

Pierwszym punktem programu była degustacja herbaty z miodem połączona z możliwością kupna miodu właśnie. Herbata była dobra, ale bardziej zaintrygowało mnie wino robione z bananów, które zaserwowano przy poczęstunku. Wino smak miało jednak niezbyt szczególny. Tu też okazało się, że na naszej wycieczce jest inny polak. Ostatnio rodaków spotkałem w Angkor Wat w Kambodży, więc fajnie było pogadać po polsku z kimś innym niż Maciek.

Delta Mekongu
Delta Mekongu
Delta Mekongu
Delta Mekongu
Delta Mekongu - Wyspa Thới Sơn
Delta Mekongu – Wyspa Thới Sơn

Następny punkt wycieczki – manufaktura cukierków robionych z masy kokosowej. Przewodnik pokazał nam jak obiera się orzechy kokosowe, a następnie wytwarza masę z której wyrabiane są cukierki. Swoją drogą naprawdę smaczne. Oprócz cukierków można tu było kupić wiele produktów wyrabianych z kokosa – m. in. olej kokosowy, wino kokosowe, kokosowe whisky, a nawet wódkę ze skorpionami. Przy okazji udało nam się spróbować wspomnianego wina kokosowego oraz kokosowego whisky. Były całkiem dobre, ale nie zdecydowaliśmy się na zakup.

Delta Mekongu - Wyspa Thới Sơn
Wyspa Thới Sơn – Rozłupywanie kokosa
Delta Mekongu - Wyspa Thới Sơn
Wyspa Thới Sơn – Produkcja masy z której robione są cukierki
Delta Mekongu - Wyspa Thới Sơn
Wyspa Thới Sơn – Pakowanie cukierków
Delta Mekongu - Wyspa Thới Sơn
Wyspa Thới Sơn – Pakowanie cukierków
Delta Mekongu - Wyspa Thới Sơn
Wyspa Thới Sơn – Cukierki gotowe do sprzedaży
Wino kokosowe

Kolejny punkt programu – degustacja owoców. Wszystkie serwowane owoce już wcześniej próbowałem, więc degustacja miała dla mnie średni sens, choć na pewno ciekawostką był smak mango z solą i chilli. W życiu bym nie wpadł na pomysł by łączyć owoce z przyprawami, a jak się okazało smakowały całkiem ciekawie. Degustację umilać nam miały tradycyjne pieśni wietnamskie. Tragedia…

Wreszcie nadszedł moment na który najbardziej czekaliśmy. Dotarliśmy nad niewielką odnogę rzeki przecinającą wyspę Thới Sơn i wsiedliśmy na długie, wąskie łódki zwane potocznie banana boat. Brzegi porastała tropikalna roślinność przez co wycieczka łódką wyglądała jak prawdziwa przeprawa przez dżunglę i robiła niesamowite wrażenie. Całość trwała jednak wyjątkowo krótko. Nie minęło nawet 10 minut jak dobiliśmy do brzegu. Poczuliśmy się wyjątkowo rozczarowani, bo liczyliśmy na więcej.

Delta Mekongu - Wyspa Thới Sơn
Delta Mekongu – Wyspa Thới Sơn
Delta Mekongu - Wyspa Thới Sơn
Delta Mekongu – Wyspa Thới Sơn
Delta Mekongu - Wyspa Thới Sơn
Delta Mekongu – Wyspa Thới Sơn
Delta Mekongu - Wyspa Thới Sơn
Delta Mekongu – Wyspa Thới Sơn
Delta Mekongu - Wyspa Thới Sơn
Delta Mekongu – Wyspa Thới Sơn

Obok przystani już czekały na nas niewielkie wozy z końmi, które dowiozły nas z powrotem do statku.

Ostatnim punktem wycieczki była wysepka Cồn Phụng. Tutaj do 1990 roku mieszkał Nguyễn Thành Nam zwany też Kokosowym mnichem (Ông Đạo Dừa). Człowiek ten w 1963 roku stworzył Kokosowe królestwo – sektę wyznającą religię kokosa. Religia ta bazowała na buddyjskich i chrześcijańskich wierzeniach w połączeniu z filozofią pacyfizmu. Jednym z jej założeń było jedzenie tylko i wyłącznie kokosa i picie mleka kokosowego. W okresie swojej świetności sekta liczyła około 4000 osób. Kokosowa religia upadła wraz ze śmiercią kokosowego micha, choć do dziś istnieje niewielka grupka wiernych.

Ot taka lokalna ciekawostka.

Na wyspie Cồn Phụng zobaczyliśmy świątynię religii kokosa, a następnie przewidziany był obiad.
W pobliżu była jeszcze ferma krokodyli, jednak wolałem odpocząć w cieniu niż oglądać te gady.

Delta Mekongu - Wyspa Cồn Phụng - Świątynia religii kokosa
Wyspa Cồn Phụng – Świątynia religii kokosa
Delta Mekongu - Wyspa Cồn Phụng - Świątynia religii kokosa
Wyspa Cồn Phụng – Świątynia religii kokosa
Delta Mekongu - Wyspa Cồn Phụng - Świątynia religii kokosa
Wyspa Cồn Phụng – Świątynia religii kokosa
Delta Mekongu - Wyspa Cồn Phụng
Delta Mekongu – Wypływając z Wyspy Cồn Phụng

Stąd dopłynęliśmy z powrotem do Mỹ Tho i busem wróciliśmy do Ho Chi Minh.
Z jednej strony wycieczka była dość kiczowata, ale drugiej strony zapłaciliśmy za nią tylko 8 dolarów. Gdybyśmy chcieli dotrzeć do delty Mekongu na własną rękę to z pewnością nie udałoby się nam zrobić tego w tej cenie, a przy okazji ominęłoby nas parę atrakcji. Relatywnie więc opłacało się skorzystać z biura podróży.

Gdy dotarliśmy do Sajgonu zgarnęliśmy nasze plecaki i przenieśliśmy się do nowego hostelu, a następnie wybraliśmy się na kolację. Do posiłku zamówiliśmy kieliszek lokalnej wódki i miejscowego rumu. To znaczy – myśleliśmy, że zamawiamy kieliszek, bo w rezultacie dostaliśmy szklanki z tymi trunkami oraz lodem. Coś jakby drinki. Szkoda tylko, że oba te alkohole miały po 29 % woltażu. Wódka była paskudna, rum nieco lepszy.

Wietnamska wódka i wietnamski rum

Tego wieczoru wreszcie udało mi się spróbować durian. Poprosiłem panią robiącą na ulicy szejki, by ukroiła mi kawałek owocu – w ten sposób nie musiałem wydawać kilkunastu dolarów na tą wątpliwą przyjemność.

Durian nosi niechlubne miano najbardziej śmierdzącego owocu świata. Jego zapach to coś w okolicach zgniłej cebuli lub zgniłego czosnku. Ale… wcale ten owoc taki straszny nie jest – owszem lekko śmierdzi, lecz jest całkiem znośny. Natomiast shake z duriana z dodatkiem mleka kokosowego i cukru smakował całkiem nieźle. Jak połączenie truskawek z cebulą.

Durian

Po kolacji idąc za radą poznanego na wycieczce rodaka zajrzeliśmy do pobliskiego parku, gdzie odbywał się jakiś festiwal jedzenia. Spróbowaliśmy kilku ciekawych potraw (m.in. kulek z ciasta z ośmiornicą i dziwnych małych jajek), po czym wróciliśmy do hostelu i poszliśmy spać.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *