Przejdź do treści

Zatoka piratów i chillout w Algarve – Portugalia 2015

Plaża, ocean, klify i zimne piwo. Czego chcieć więcej? A na deser portugalskie przysmaki. Czyli ogólnie chilloutowy dzień w podróży po Portugalii.

Dzień 5

Benagil -> Portimão -> Faro -> Olhão

Obudziło nas słońce ciepło grzejące w szyby Volkswagena. Dopiero teraz mogliśmy zobaczyć w jak pięknym miejscu zatrzymaliśmy się na nocleg.

Benagil – Klif w pobliżu którego spaliśmy
Benagil

W miarę szybko ogarnęliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i przez wydrążoną w skale dziurę zeszliśmy na niewielką plażę otoczoną klifowymi urwiskami. Śniadanie w takim miejscu to naprawdę świetna sprawa, do tego przyjemnie grzejące słońce i na deser portugalskie wino. Żyć nie umierać.

Całe wybrzeże Algarve – wysuniętego najbardziej na południe regionu Portugalii słynie z pięknych plaż i wyjątkowo ładnych klifów, a miejsce w którym byliśmy tylko to potwierdzało. No i jeszcze jego nazwa – Zatoka Piratów – wzbudzała wyobraźnie.

Benagil – Jedno z zejść na plażę Zatoki Piratów
Benagil – Zatoka Piratów
Benagil – Zatoka Piratów
Benagil – Zatoka Piratów
Benagil – Zatoka Piratów

Prawie trzy godziny wygrzewaliśmy się w słońcu i panował ogólny chillout, ale w końcu należało nam się. Znów nie udało mi się namówić reszty ekipy na kąpiel, sam jednak nie odpuściłem sobie takiej okazji.
 
Temperatura wody dla Portugalczyków, którzy później też dotarli na plażę była zbyt niska i jedynie para starszych Niemców poszła w moje ślady. Warto było.

Gdy już znudziła mi się walka z falami usiadłem sobie na piasku, tak by woda tylko delikatnie do mnie dopływała i trzymając w ręce małą buteleczkę piwa Sagres wpatrywałem się w ocean. Gdy jednak przychodziły większe fale musiałem mocno kombinować żeby do butelki nie nalała mi się woda.
 
Zrobiła się już 13:30 kiedy postanowiliśmy opuścić urokliwą zatoczkę i podjechaliśmy do centrum miejscowości oraz dużo bardziej znanej Praia de Benagil. Zrobiliśmy trochę fot i zatrzymaliśmy się na kawę w niewielkiej, ale ślicznie położonej restauracji przy małej uliczce Rua dos Pescadores.

Benagil – Praia de Benagil
Benagil – Praia de Benagil
Benagil – Praia de Benagil
Benagil – Jedna z uliczek

Przede wszystkim chcieliśmy zobaczyć słynną jaskinię Benagil, ale okazało się, że nijak nie da się tam dotrzeć od strony lądu – zostały jedynie dość drogie wycieczki łodziami po okolicznych plażach i zatoczkach, bez możliwości zejścia na ląd. Średnio ta opcja nam się podobała, więc ostatecznie zrezygnowaliśmy z odwiedzenia jaskini i pojechaliśmy w stronę miejscowości Portimão, która rzekomo słynie z grillowanych sardynek sprzedawanych wprost na ulicy.

Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na Praia dos Caneiros – równie pięknej jak poprzednie.

Praia dos Caneiros
Praia dos Caneiros
Praia dos Caneiros
W drodze do Portimão – Widok na wioskę Ferragudo i rzekę Arade

W Portimão nie znaleźliśmy ani jednego miejsca gdzie sprzedawane by były grillowane sardynki, bo jak się później okazało, sezon na te rybki trwa od końca maja do wczesnej jesieni.

Postanowiliśmy jednak poplątać się nieco po miasteczku, skoro już i tak byliśmy na miejscu.

Portowa cześć była mało ciekawa – ot trochę łódek, rząd palm wzdłuż wybrzeża i jakieś bloki w tle, ale centrum miasteczka było już nieco ciekawsze, choć też początkowo do siebie nie przekonywało.

Dominowało sporo odrapanych domów i jakaś taka nijaka zabudowa, gdy jednak weszliśmy w zamknięte dla ruchu samochodów uliczki od razu zrobiło się przyjemniej. Tam ułożona w różne wzorki kostka brukowa, kolorowe, niekiedy zdobione azulejos domki i całe ulice pachnące pomarańczami od których niemal uginały się niewielkie drzewka sprawiały, że wszystko to miało taki jakby bajkowy klimat. Szczególnie ten zapach pomarańczy zapadł mi w pamięć.

Portimão
Portimão
Portimão
Portimão

Snując się uliczkami Portimão znaleźliśmy jeszcze jedno miejsce dzięki któremu wizyta w tej miejscowości wyszła nam zdecydowanie na plus.

Tym miejscem była Pastelaria Lena – niewielka knajpka położona na uboczu w jednej z uliczek. Zamówiliśmy w niej pastéis de bacalhau – czyli w tłumaczeniu na polski – ciastko z dorsza – jeden z bardziej popularnych przysmaków portugalskiej kuchni.

Z ciastkiem danie to ma jednak niewiele wspólnego. By je zrobić miesza się puree z ziemniaków z mielonym mięsem solonego dorsza i przyprawami, a następnie formuje w coś na kształt kulki i smaży na głębokim tłuszczu. Smakuje naprawdę dobrze.

Za to danie zapłaciliśmy 5,5 euro, a na talerzu znalazły się jeszcze frytki, pomarańcze, kawałki gruszki, ryż, sałata i pomidor. Żeby było ciekawiej pani przyniosła nam darmowe przystawki – pastéis de bacalhau, tyle, że wersji z kurczakiem i smażone krewetki. I wszystko to w cenie 5,5 euro, czyli cenie za która nigdzie właściwie nie da się kupić obiadu, nie mówiąc nawet o tak obfitym jak tu.

Pastelaria Lena – Pastéis de bacalhau

Nie chcieliśmy jednak spędzić całego dnia w tej miejscowości i ruszyliśmy w stronę Faro – największego miasta i zarazem stolicy regionu Algarve.

Gdy już byliśmy parę kilometrów od miasta, Emilia wpadła na pomysł, żeby pojechać nad ocean na zachód słońca.

Tuż przed Faro odbiliśmy więc w stronę lotniska i pokonując rozlewiska wokół laguny Ria Formosa dotarliśmy nad ocean do plaży Praia de Faro.

Na zachód nieco się spóźniliśmy, bo słońce zdążyło schować się już za horyzontem, ale niebo wciąż jeszcze miało pomarańczową barwę. Było całkiem ładnie, ale wiał okrutnie zimny wiatr, więc postanowiliśmy dość szybko się ewakuować.

Zachód słońca nad Praia de Faro

Czytając przewodnik nie znaleźliśmy w Faro nic intrygującego, ale Maciek wyczytał, że w oddalonym o niecałe 20 kilometrów Olhão znajduje się dość duży targ rybny. Wpakowaliśmy się więc do auta i ruszyliśmy w tamtą stronę.

Miejsce na nocleg znaleźliśmy sobie na parkingu dla kamperów. Zostawiliśmy tam samochód i spacerkiem podreptaliśmy wzdłuż wybrzeża do centrum miejscowości.

Dość szybko zlokalizowaliśmy knajpkę z muzyką na żywo i jednomyślnie zdecydowaliśmy, że zostajemy na piwo. Na miejscu udało mi się wyczaić inne niż Super Bock i Sagres portugalskie piwo o nazwie Cristal.

Szału nie było, piwo raczej nie wybijające się ponad poziom portugalskiego browarnictwa masowego, ale przynajmniej nie narzekałem tak jak Maciek, który nieopatrzenie zamówił sobie Carlsberga. A Cristal jest rzekomo najstarszą portugalską marka piwa.

Cristal

Atmosfera, mimo wszystko z każdym łykiem robiła się coraz fajniejsza, a po jakimś czasie do naszego stolika dołączyła szwedzka para. Powiedzieli nam, że targ rybny następnego dnia może być zamknięty, ale za to gorąco polecali, byśmy wybrali się do którejś z miejscowości położonych na wysepkach laguny Ria Formosa.

Tak się jakoś złożyło, że doczekaliśmy zamknięcia lokalu i lekko już uradowani wracaliśmy do samochodu.
Po drodze trafiliśmy jeszcze na pomnik Floripes – mauretańskiej piękności która według legendy pojawiała się w pobliżu młyna i rozkochała w sobie starego pijaka Zé, którego zabrała ze sobą za morze – do Afryki.

Olhão – Pomnik Floripes

Zmęczeni po całym dniu chilloutu, koło 23 poszliśmy spać.

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *