Przejdź do treści

Główny Szlak Beskidzki – Dni 14-18

Beskid Sądecki na upartego mogłem przejść w dwa dni, ale stwierdziłem, że nie będę się spieszyć, bo kolejnego pasma – Beskidu Niskiego i tak nie byłbym w stanie przejść w kilka dni, a powoli kończył mi się urlop. Wędrówkę przez Beskid Sądecki rozłożyłem więc sobie na cztery dni, planując dotrzeć do połowy szlaku i zakończyć całą tą przygodę w Krynicy. Będąc jednak już na miejscu stwierdziłem, że spędzę w drodze jeszcze jeden dzień by dojść do rzeczki Mochnaczka będącej granicą właśnie między Beskidem Sądecki i Niskim.

GSB – Dzień 14

Krościenko nad Dunajcem -> Dzwonkówka 982 -> Skałka 1163 -> Schronisko na Przehybie

Podreptałem kilometr do centrum i przeszedłem po moście na drugą stronę Dunajca. Tak oto znalazłem się w Beskidzie Sądeckim, czwartym paśmie górskim na moim szlaku.

Pierwsze podejście pod Groń (803 m) było dość ciężkie, szczególnie, że w końcu dotarło tu słońce i wyższe temperatury. Potem spokojniejszy kawałek i znów nie najlżejsze podejście pod Dzwonkówkę (982 m).

Dłuższą przerwę na śniadanie zrobiłem sobie na Przełęczy Przysłop i właśnie tu poznałem Mirka, turystę z Gdańska. Dalsza część drogi, wraz z ciężkimi podejściami na Spadzie (1058 m) i Skałkę (1153 m) zleciała nam na rozmowie i wspólnym narzekaniu na pnący się cały czas w górę szlak.

I tak doszliśmy jeszcze przed 17 do schroniska Przehyba.

Pierogi, dwa piwka, widok na Pieniny oraz Tatry i rozmowa na różne, nie tylko górskie tematy była czymś fajnym i mega relaksującym. Tam zleciał mi czas do wieczora. A po tych dwóch piwach poczułem lekką fazę – jednak wysiłek i zmęczenie robią swoje.

Tymczasem docierając do Przehyby miałem już za sobą 210 km szlaku i prawie 10 km przewyższeń. Wychodzi więc na to, że średnio pokonuję dziennie 15 km. Słabiutko.

Ale przynajmniej wciąż mogę chodzić i nie odpadły mi nogi.

Gdy schodziłem z Baraniej Góry do Węgierskiej Górki i stwierdziłem, że nie dam rady przejść całego szlaku ustaliłem sobie plan minimum – przejść Beskid Śląski i Beskid Żywiecki czyli 150 km. To już dawno było za mną, ale po cichu liczyłem na to, że pokonam chociaż połowę szlaku docierając do Krynicy. Teraz dzieliło mnie od niej już raptem 47 km, więc mogłem sobie pozwolić na chilloutowe odcinki, tym bardziej, że w końcu było słonecznie, a marsz był przyjemnością, a nie katorgą.

Zatem Beskid Sądecki, który można przejść w dwa dni rozdzieliłem sobie na cztery krótkie odcinki. Nie musiałem się przecież nigdzie śpieszyć.

A wieczorem zniknęły chmury i z okna mojego pokoju ukazał się niesamowity widok na Tatry.

Krościenko – Rzeka Dunajec
Szlak na Przehybę
Już niedaleko 😉
Szlak na Przehybę

GSB – Dzień 15

Schronisko na Przehybie -> Radziejowa 1266 -> Wielki Rogacz 1182 -> Rytro

Budzik nastawiłem na morderczą godzinę – 4:45, po to by zrobić parę fot przez okno mojego pokoju. Wyszły niesamowite!

Oczywiście było zbyt wcześnie by ruszać, więc poszedłem spać dalej.

Gdy paliłem fajkę zbierając się do wyruszenia na trasę do schroniska przyszła pewna dziołcha – Monika.
Ona również szła Głównym Szlakiem Beskidzkim, tyle, że robiła to trochę szybciej. Tu gdzie ja dotarłem w 14 dni ona doszła w 9. Jej sekretem było to, że wyruszała na trasę o 7, czyli wtedy gdy ja jeszcze spałem i wcale nie zamierzałem wstawać, miała lżejszy plecak i kilka tygodni ćwiczeń wydolnościowo-kondycyjnych za sobą. No i nie była tak leniwa jak ja, a jej mięsień piwny prezentował się znikomo w porównaniu z moim. Ale tak czy inaczej szacun dla niej!

W końcu Monika wyprzedziła mnie na trasie, bo i też nie bardzo się śpieszyłem. I gdy siedziałem sobie na Radziejowej jedząc śniadanie z naprzeciwka przyszły trzy osoby:

–  Ty jesteś Mikołaj?
–  Nie, Michał.
–  A no też na „M”. Słyszeliśmy, że też idziesz GSB, tylko tak krajoznawczo.

Ach ta sława… 🙂

A tak serio – fajne to było, że ludzie rozmawiają ze sobą na szlaku i dzielą się doświadczeniami, swoimi historiami oraz trudami szlaku.

Ruszyłem dalej nieśpiesznie i dreptałem zachwycając się polanami skąpanymi w upalnym słońcu, aż dotarłem do Kordowca. Stanąłem na rozdrożu zastanawiając się gdzie iść dalej i usłyszałem za swoimi plecami:

– W lewo.

To była Monika, która zamarudziła na Niemcowej. Stąd do Rytra już szliśmy razem i trasa zleciała zdecydowanie szybciej niż gdybym szedł sam. Jakoś tak gdy się rozmawia z kimś, a nie z drzewami kilometry znikają prędzej.

W Rytrze wypiliśmy po szybkim piwie pod sklepem i się pożegnaliśmy. Kazałem jej jeszcze pozdrowić Mirka, jeśli spotka go na Cyrli i ruszyłem w stronę swojego noclegu. Widząc wznoszące się nad Popradem ruiny zamku obiecałem sobie, że jutro zejdę ze szlaku i tam zajrzę.

Przehyba – Widok na Tatry – 4:56 rano
Przehyba – Widok na Tatry – 5:30 rano
Widok na Przehybę
Opuszczona bacówka pod Niemcową
Widok na Rytro i pasmo Jaworzyny Krynickiej
Zamek w Rytrze

GSB – Dzień 16

Rytro -> Hala Pisana 1044 -> Wierch nad Kamieniem 1084 -> Schronisko na Hali Łabowskiej

Od rana słońce grzało dość porządnie, było wręcz upalnie. To zwiastowało popołudniową burzę… Wrzuciłem plecak na grzbiet i ruszyłem w stronę mostu na Popradzie.

Jeszcze w październiku, gdy łaziłem po okolicznych górkach obiecałem sobie, że jeśli kiedyś będę szedł GSB, to mimo, że jest nieco nie po drodze – zajrzę na zamek w Rytrze.

Jako, że podejście pod ruiny jest dość strome, w połowie drogi stwierdziłem, że tak być nie może i rzuciłem ciężki plecak w krzaki z nadzieją, że nikt go nie znajdzie.

Z ruin zamku rozciąga się niezwykły widok na rzekę oraz okoliczne szczyty, więc warto tu wejść mimo, że same ruiny szału nie robią.

Ok, w dół po plecak i trzeba ruszać na szlak.

Pierwsze podejście – masakra i okrutne stromizny – na start 360 metrów w górę na odcinku niecałych 2 kilometrów. Dalej nieco lepiej, ale niewiele. W sumie na odcinku od Popradu do Cyrli (4 km) jest ponad 500 metrów podejść. A dalej wcale nie idzie się w dół.

Przez Jaworzynę Kokuszczańską i Halę Pisaną dotarłem na Wierch nad Kamieniem. Od jakiegoś już czasu wokół krążyła burza, ale jakoś szczęśliwie mnie omijała – dwa razy tylko lekko pokropiło.

No i 400 metrów od schroniska na Łabowskiej Hali rozlało się porządnie.

W schronisku jak tylko pani szefowa dowiedziała się, że idę TYM szlakiem dostałem zniżkę na piwo i zaproszenie na zlot miłośników GSB. Ale miłośnikiem to ja chyba nie zostanę 😉

Już tylko dzień marszu dzieli mnie od magicznego miejsca, gdzie więcej szlaku będzie za mną niż przede mną!

Zamek w Rytrze
Zamek w Rytrze
Zamek w Rytrze – Widok na rzekę Poprad i Rytro
Beskid Sądecki
Szlak między Halą Pisaną i Halą Łabowską
Szlak między Halą Pisaną i Halą Łabowską

GSB – Dzień 17

Schronisko na Hali Łabowskiej -> Jaworzyna Krynicka 1114 -> Krynica Zdrój

Wyruszyłem z Hali Łabowskiej z myślą, że dziś dotrę do połowy szlaku.

Najpierw jednak musiałem wejść jeszcze na Czubakowską, a potem Jaworzynę Krynicką. Po drodze spotkałem kolejne kilka osób, które wędrowały GSB. Może Łabowska Hala jest właśnie takim miejscem, gdzie trafiają na siebie wszyscy wędrowcy.

Jaworzyna od razu skojarzyła mi się z Krupówkami – restauracje, budy z pamiątkami i turyści, którzy z chodzeniem po górach nie mają nic wspólnego.

Zjadłem więc szybki obiad i zacząłem powolne schodzenie w dolinę Czarnego Potoku. Stromo było.

Minąłem Diabli Kamień i dotarłem do miejsca, gdzie i w jedną i drugą stronę jest równie daleko. Raczej nie spodziewałem się żadnej tabliczki informującej, że to właśnie tu jest połowa. I jej nie było. Szlaku też nie było…

To co zastałem to generalnie plac budowy i ogólny rozpierdziel. Budowali jakieś sztuczne bajoro w połowie stoku.

Chwilę musiałem się porozglądać by wykminić którędy wiodą czerwone znaki.

Z doliny Czarnego Potoku szlak jeszcze raz pnie się w górę, by zboczami Holicy zejść do Krynicy Zdroju.

W centrum miejscowości znów poczułem się dziwnie – ubłocony, spocony i pogryziony przez komary i meszki wśród wypindrzonych emerytów zmierzających na desingi i tych nieco starszych wiekiem rozmawiających już tylko o swoich chorobach i co kogo boli.

Na szczęście właścicielka villi w której spałem wykazała zrozumienie, gdyż sama chodziła po górach.

A więc 257 kilometrów szlaku za mną – czyli ponad połowa. Udało się!

Może nie tak jak to sobie wyobrażałem, ale i tak jestem zadowolony – lepsze nawet te pół niż nic 🙂

To jeszcze jednak nie koniec – jutro ruszam dalej!

Rusałka osetnik upolowana na Łabowskiej Hali
Jaworzyna Krynicka
Jaworzyna Krynicka – Widok na Powroźnik
Jaworzyna Krynicka
Krynica Zdrój

GSB – Dzień 18

Krynica-Zdrój -> Huzary 864 -> Mochnaczka Niżna

Chociaż nogom kompletnie już się nie chciało iść, a wątroba wręcz błagała o rum z colą, pomyślałem, że to tak bez sensu kończyć tą przygodę mając ledwie 8 kilometrów do granicy Beskidu Sądeckiego i Beskidu Niskiego. Wręcz wypadało przedreptać ten odcinek by zakończyć czwarty etap wędrówki.

Ułożyłem więc sobie w głowie, że to jeszcze nie koniec i tak łatwo nie będzie.

Wrzuciłem plecak na plecy i ruszyłem na ostatnie na tej wyprawie podejście pod szczyt Huzary (864 m). Stąd szlak schodził w dolinę niewielkiego potoku Mochnaczka, który rozdziela wyżej wspomniane pasma.

Po wyjściu z lasu GSB prowadził łąkami, które są tak charakterystyczne dla Beskidu Niskiego. Aż pomyślałem, że szkoda, że nie idę dalej.

Trzeba jednak wracać do pracy, a i noga którą sobie trochę zepsułem jakieś 150 kilometrów temu zaczynała mnie coraz bardziej irytować.

Dotarłem wreszcie nad potok Mochnaczka. Szlak jakoś bez przekonania malowany na drzewach prowadził cholera wie gdzie, a pasące się obok krowy patrzyły jakoś tak, jakby myślały – „Gdzie ten idiota lezie i czemu przeszkadza nam żreć?”.

Znalazłem więc prowizoryczny mostek i przeszedłem nad wodą. Tak oto znalazłem się w Beskidzie Niskim.

Okazało się, że w zamyśle autora, GSB miał prowadzić przez bród.

Poczłapałem jeszcze około kilometra asfaltem w kierunku przystanku PKS i skrytej w cieniu drzew dawnej łemkowskiej cerkwi, zrobiłem kilka ostatnich fot, zapaliłem ostatnią na szlaku fajkę i wsiadłem w busa jadącego do Krynicy.

Z Krynicy przez Tarnów dotarłem do Rzeszowa, kończąc póki co swoją przygodę z Głównym Szlakiem Beskidzkim.

Przeszedłem 265 km – niby nie dużo, ale z drugiej strony to więcej niż z Rzeszowa do granicy z Rumunią.

Oczywiście zamierzam przejść drugą część szlaku, ale to innym razem. A może i kiedyś zdecyduję się przejść go jeszcze raz całego w 21 dni, mając już sporo doświadczenia i znając ten szlak. Kto wie?

Szlak z Krynicy do Mochnaczki Niżnej – W dolince Mochnaczka Niżna, a za nią już Beskid Niski
Ostatnia fota na szlaku – Mochnaczka Niżna – 265 kilometrów za mną
Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *