Przejdź do treści

Chwiejnym krokiem przez Lwów – Ukraina 2014

  • Ukraina

Na Ukrainie powoli dogasały protesty antyrządowe, o krwawych wydarzeniach w Kijowie media też mówiły coraz rzadziej. Kraj żył teraz tym co działo się na Krymie i z niepokojem patrzył na wschód. Będzie wojna – przekonywał nas starszy pan w szarym swetrze jadący wraz z nami marszrutką do Lwowa. I my w ten czas jechaliśmy na Ukrainę…

*** 

To była propozycja nad którą nie zastanawiałem się długo. Weekend we Lwowie. Właściwie dlaczego nie? Świadomość, że muszę wykorzystywać nadarzające się okazje teraz, bo później różnie może być, pomogła w decyzji. Ostatecznie przekonała perspektywa czekającego mnie ponad trzymiesięcznego przymusowego siedzenia na dupie. Lwów już widziałem i nie spodziewałem się czegoś niezwykłego, odkrywczego lub zapierającego dech w piersiach. A jednak Lwów mnie zaskoczył i był to jeden z najfajniejszych wyjazdów w moim życiu.

Dzień 1

Rzeszów –> Przemyśl –> Medyka –> Szeginia –> Lwów

Równo 7:30 rozległ się gwizd, lekko syknęły zamykające się drzwi i pomału ruszyły stalowe koła coraz szybciej i częściej stukając miarowo. Pociąg do Przemyśla rozpoczął swój kurs, a my w radosnych humorach zajęliśmy się rozmową o mniej lub bardziej ważnych rzeczach.

Niecałe 2 godziny później byliśmy na miejscu. Po krótkim spacerze na pobliski dworzec PKS i odczekaniu, aż zajęte zostaną wszystkie miejsca w busiku (który do Medyki jeździ nie według rozkładu, lecz rusza dopiero gdy zapełni się pasażerami) mogliśmy kontynuować podróż na wschód.

Na granicy poszło bardzo szybko. Parę krótkich pytań – Dokąd i na jak długo – po czym uśmiechając się przyjaźnie pani celniczka życzyła udanego wyjazdu. Szybka zmiana czasu w telefonie (za wschodnia granicą Polski obowiązuje czas +2GMT) i pomału ruszyliśmy w stronę dworca z którego odjeżdżają marszrutki do Lwowa. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o sklepik. Kupiliśmy tam pewien rekwizyt, dający +10 do radości i zadowolenia. Konkretnie pół litra tego rekwizytu. O smaku cytrynowym.

Do odjazdu busika mieliśmy jeszcze 40 minut, więc znaleźliśmy kawałek murku na którym rozpoczęła się kulinarna część podróży.

Dwie godziny telepania się po dziurawych drogach upłynęły nam dość szybko i w przyjaznej atmosferze rozmów polsko-ukraińskich wzbogacanych nieco procentami.
Tak poznaliśmy Tarasa – Ukraińca, która pracował w firmie sprzedającej umywalki. Opowiedział nam trochę o tym jak wygląda życie ludzi mieszkających w pobliżu granicy, trochę o różnicach pomiędzy naszymi krajami i trochę o kobietach.

Gdy o 14 dojechaliśmy do Lwowa, stwierdził, że musi się odwdzięczyć za poczęstunek i zaprosił nas na horyłkę. Zwiedzanie miasta więc zaczęliśmy w Białej Czajce, małej knajpce w pobliżu dworca. Pielmieni – małe pierożki z mięsem i butelka lwowskiego piwa Stare Misto stanowiły idealny obiad. Poobiednia rozmowa zakończyła się niestety delikatnym wyproszeniem nas z lokalu za nadużywanie słowa, stosowanego u nas jako przecinek, na Ukrainie zaś odbieranego w obecności kobiet jako obraza dla nich. Dowiedzieliśmy się o tym później.

 Lwów - Dworzec kolejowy - Ukraina
Lwów – Dworzec kolejowy
Pielmieni

Taras stwierdził, że ma jeszcze czas i koniecznie chciał pokazać nam miasto. Przewodnikiem był jednak kiepskim – wszystko wg. niego miało tu 500 lat, albo było nowe.

Większość miejsc do których nas zaprowadził widziałem już 2 lata temu. Ale było i parę nowych jak np cerkiew św. Jury czy budynek Politechniki. Pokazał nam też zagłuszałkę – wieżę która, służyła do zagłuszania sygnału radia Wolna Europa w czasach Związku Radzieckiego oraz pomnik Stefana Bandery. Właśnie przy pomniku, gdy Miłosz zajęty był rozmowa z Tarasem na temat moskali, do mnie i Rafała podszedł krótko ostrzyżony, dość postawny jegomość ubrany w skórzaną kurtkę. I nawiązała się rozmowa:

Kto ten chuj? – z groźną miną powiedział i wskazał na Miłosza.
On w porządku.
A wy Polaki? – już z uśmiechem.
Tak.

Ów jegomość podał nam rękę, życzył zdrowia i wytłumaczył, że usłyszał słowo moskal i pomyślał, że Miłosz przyjechał ze wschodu, a nie zachodu i pięścią chciał pokazać co myśli o Rosjanach i wydarzeniach na Półwyspie Krymskim. To tak ładnie opisując, a pisząc krótko i zrozumiale dla obu narodów chciał mu po prostu wpierdolić.

 Lwów - Kościół św. Elżbiety - Ukraina
Lwów – Kościół św. Elżbiety
 Lwów - Kościół św. Elżbiety - Ukraina
Lwów – Wnętrze kościoła św. Elżbiety
 Lwów - Pomnik Stefana Bandery - Ukraina
Lwów – Pomnik Stefana Bandery
Lwów - Cerkiew św. Jury - Ukraina
Lwów – Cerkiew św. Jury
Lwów - Cerkiew św. Jury - Ukraina
Lwów – Cerkiew św. Jury – Wnętrze
Lwów – Zagłuszałka
Lwów - Pomnik Adama Mickiewicza - Ukraina
Lwów – Pomnik Adama Mickiewicza

Po drodze z dworca na lwowski rynek zahaczyliśmy jeszcze o hostel, gdzie zarezerwowaliśmy nocleg i zostawiliśmy plecaki. Udało nam się przekonać Tarasa, że na razie wystarczy nam zabytków i nadszedł czas na piwo. Lwowskie knajpki to opcja na osobną weekendową wycieczkę i przyznaję, że tym razem to one interesowały mnie najbardziej.

Wybraliśmy Kryjówkę, pub-restaurację stylizowana na kryjówkę UPA. Wejścia do niej strzegą metalowe drzwi z małym lufcikiem, za drzwiami zaś stoi mężczyzna przebrany za żołnierza i otwiera po podaniu hasła. Najczęściej jest to „Slava Ukraina”. Nas powitał małym kieliszkiem dobrej nalewki oraz słowami – „dla Ukraińców i Polaków to lekarstwo, dla Moskali trucizna”. Kryjówka ma jeszcze parę innych atrakcji jak np. tunel stylizowany na schron prowadzący na małe podwórko z radiostacją i schodami na dach. Na dachu natomiast znajduje się działo skierowane obecnie na Moskwę.

Zarówno ten jak i parę innych lokali należą do mera Lwowa i w każdej z knajpek tworzących sieciówkę można dostać piwo Zenyk. Podobnie jak Stare Misto, warte polecenia.

Często spotykałem się z negatywnymi reakcjami odnośnie mojej wizyty/wizyt w Kryjówce – „Jak można iść do takiego miejsca”, „Posiłek w banderówce ludobójców?”, „Wiesz chociaż co robiła formacja której oddają cześć w tej restauracji?”.

Otóż to nie do końca tak – ta knajpka jest w pewien sposób atrakcją turystyczną i wielu turystów, również z Polski tam idzie. I szczerze – oprócz wystroju zbyt wiele z Banderą to miejsce wspólnego nie ma. To po prostu knajpa z takim, a nie innym wystrojem, a wszyscy ludzie jakich tam spotkałem byli sympatyczni i nie nastawieni wrogo.

Znam historię. Rozumiem, że dla wielu osób to jest temat bardzo drażliwy, a wiele osób tamte wydarzenia dotknęły osobiście. Oczywiście nie popieram UPA, nacjonalistycznych poglądów i uważam, że mordy na ludności cywilnej (nie tylko polskiej) były okropne i drastyczne. Warto jednak też spojrzeć na historię nie tylko ze swojej, ale również przeciwnej strony.

Warto zwrócić uwagę, że dla Ukraińców Bandera jest bohaterem narodowym (choć właściwie tylko w zachodniej jej części) ponieważ walczył o niepodległość Ukrainy. Znaczna część ludzi nie zdaje sobie jednak sprawy w jaki sposób to robił i jak wiele okrucieństwa to ze sobą niosło. Oczywiście niewiedza niczego nie tłumaczy.

Z drugiej strony również i niewielu Polaków zdaje sobie sprawę, że jeszcze przed wojną istniały w Polsce obozy koncentracyjne w których więziono ukraińskich nacjonalistów, miała miejsce akcja wyburzania cerkwi na Chełmszczyźnie, a w czasie akcji „Wisła” wojsko polskie dokonywało mordów na ukraińskiej ludności cywilnej.

Warto też zastanowić się nad kwestią „przyłączenia” tzw. Rusi Czerwonej (czyli wschodnich kresów, a obecnie wschodniej Polski i zachodniej Ukrainy) przez Kazimierza Wielkiego do Polski. Brzmi to ładnie, ale przecież tam nie była ziemia niczyja, istniało tam wówczas Księstwo Halicko-Wołyńskie i „przyłączanie” nie odbywało się drogą pokojową.

Pod rządami kolejnych polskich królów też mieszkańcy tych ziem nie mieli łatwego życia.

Nie zamierzam tu nikogo bronić, usprawiedliwiać czy osądzać. Próbuję jedynie zrozumieć jak pewne kwestie wyglądają z innej perspektywy. Pamiętajmy, że wszystko ma swoje przyczyny i skutki. Wojny natomiast prowadzą wysoko postawieni ludzie, a i tak najbardziej cierpią niewinni.


Natomiast knajpa to tylko knajpa. Wbrew pozorom, nie ma wiele wspólnego z nacjonalistami. Są jednak niestety nacjonalistyczne lokale – tyle, że nie tak medialne jak Kryjówka.

 Lwów - Kryjówka - Ukraina
Lwów – Menu w Kryjówce
 Lwów - Kryjówka - Ukraina
Lwów – Menu w Kryjówce
 Lwów - Kryjówka - Ukraina
Lwów – Menu w Kryjówce

Koło 19 Taras stwierdził, że musi już wracać i bardzo nas przeprasza, że nie może zostać dłużej. Ucieszyło nas to, bo mimo, że był przyjazny i strasznie się starał, żeby opowiedzieć i pokazać jak najwięcej byliśmy już lekko zmęczeni i chcieliśmy pobyć trochę sami. W międzyczasie udało mi się w końcu skontaktować z kuzynką i umówić na spotkanie pod Operą. Chłopaki, bez entuzjazmu podchodzący do tego pomysłu diametralnie zmienili zdanie gdy okazało się, że Natalia przyszła z trzema koleżankami.

W czasie gdy ja próbowałem odnaleźć Natalię wśród tłumu ludzi, Miłosz i Rafał, którzy zostali w Kryjówce zamówili przekąskę do piwa – świńskie uszy. Smakowały całkiem nieźle, ale ciężko je było zjeść przez te wszystkie twarde chrząstki stanowiące większą cześć potrawy i w rezultacie zjedliśmy może ćwierć tego co było na talerzu.

Świńskie uszy

Kolejną rzeczą wartą spróbowania na Ukrainie jest wódka, przede wszystkim smakowa. I tak na stole pojawiała się miodówka, paprykówka czy kminkówka! A, że wódkę na Ukrainie pije się z 50 ml kieliszków, tego wieczora nie byliśmy trzeźwi. Przez dwa następne dni zresztą również. Ale nie o to przecież chodziło 😉

Lwów – w Kryjówce

Przez cały dzień, a szczególnie wieczorem atmosfera była świetna. Kolejny bardzo miły akcent – zespół grający ludowe utwory w Kryjówce, gdy dowiedział się, że jesteśmy z Polski zadedykował „Hej sokoły” dla braci Polaków. Muzyka zresztą była tu niemal wszędzie. Pod wejściem starszy pan grał na akordeonie, a kawałek dalej przy jednym z lokali stało pianino na którym mógł zagrać każdy kto miał na to ochotę. Gdy przechodziliśmy obok, akurat ktoś grał Let it be – Beatlesów. Magia…

Koło północy wróciliśmy do odległego o około 2,5 kilometra hostelu Severyn LK i niemal natychmiast padliśmy spać.

Ciąg dalszy tej historii znajdziesz tutaj!

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *