Przejdź do treści

Azjatyckie przygody z paniami o wątpliwej reputacji – Azja 2016

Wietnamskie zaloty, imprezowa ulica Ho Chi Minh i przygody z paniami o wątpliwej reputacji.

Dzień 22

Ho Chi Minh

Coś źle wyliczyliśmy sobie czas i w rezultacie bilety na samolot do Hanoi kupione parę dni wcześniej mieliśmy dopiero na jutro. Co prawda początkowo myśleliśmy o jeszcze jednej wyciecze poza miasto, ale ostatecznie na żadną się nie zdecydowaliśmy. W Ho Chi Minh też niewiele nam zostało do zobaczenia, więc z czystym sumieniem mogłem sobie zrobić dzień lenia. W końcu wyspałem się porządnie i niespecjalnie śpieszyłem się z wyjściem na miasto.

Chyba wpadłem w oko dziewczynie pracującej w hostelu, bo gdy tylko przechodziła obok w jakiś sposób próbowała mnie zaczepiać i zwrócić na siebie uwagę. Kiedy przyszła sprzątać w pokoju w którym spałem i zostaliśmy sami wreszcie odważyła się by zapytać czy mam żonę. 😀
Stwierdziła, że ma już 25 lat i nie ma męża. I pewnie wróciłbym z Wietnamu z przyszłą wybranką, ale była strasznie niska i średnio urodziwa. 😉

W końcu wybrałem się na krótki spacer po mieście, ale upał mocno dawał się we znaki, więc niedługo później wróciłem do hostelu i rozsiadłem się wygodnie przed wejściem z piwem w dłoni. Gdy Maciek wrócił ze swojego spaceru po mieście postanowiliśmy pójść na jakiś obiad.

W knajpce którą wybraliśmy przy stoliku obok siedziała 37-letnia Wietnamka – Tran. Zaprosiła nas do swojego stołu, bo bardzo chciała porozmawiać z kimś po angielsku. Opowiedziała nam trochę o sobie, o tym, że jej mąż zginął w wypadku na skuterze oraz o życiu w Wietnamie. Ludzie nie mają tam łatwo…

Ho Chi Minh – Obiad z Tran

Po obiedzie natomiast wybraliśmy się na imprezową ulicę Bùi Viện. O tym co tam się działo (oraz w podobnych miejscach) przeczytacie poniżej.

***

Azjatyckie przygody z paniami o wątpliwej reputacji

Wylądowaliśmy na jednej z uliczek Phnom Penh w Kambodży. Już w pierwszej chwili rzucił mi się w oczy czarno-różowy szyld z napisem Vampire Pub. Przed wejściem siedziało kilka ładnych, umalowanych (co nie jest zbyt powszechne) i seksownie ubranych dziewczyn. Krzyknęły „Hello”, zaczęły machać, uśmiechać się i zapraszać na piwo.
– Coś jednak w tym jest, że biali mężczyźni podobają się Azjatkom – pomyślałem.
Myliłem się. Im podobały się nasze pieniądze. Z błędu wyprowadził mnie Maciek
– Świder, przecież to dziwki są.
Na początku nie mogłem uwierzyć, ale miał rację
.

***

Najspokojniej było w Hanoi. Maciek był już hostelu, a ja miałem ochotę na jeszcze jedno piwo przed snem. Spacerując uliczką, na której znajdował się nasz hostel wypatrzyłem knajpkę ze stolikami na zewnątrz i tam właśnie zasiadłem z piwem w dłoni. Przy stoliku obok siedziała mocno już wyeksploatowana przez czas (a może i nie tylko) niewiasta. Gdy tylko mnie ujrzała natychmiast powiedziała standardowe „Hello” i puściła oczko. Odpowiedziałem na pozdrowienie, uśmiechnąłem się i zająłem piciem browara. Nie odpuściła jednak. Nadal próbowała zwrócić na siebie uwagę i puszczała oczka.
– Nie – odpowiedziałem, kiwając przecząco głową. A kobieta dość szybko się ulotniła, nie mając nadziei na zarobek.

***

Wracając do Phnom Penh – wybraliśmy sobie knajpkę idealnie na wprost jednego z „barów”. Oczywiście siedzące po drugiej stronie ulicy kobiety próbowały zachęcić nas do odwiedzin w ich przybytku, ale nie dawaliśmy się skusić.
W końcu podeszła do mnie jakaś dziewczyna i nachylając się nad moim uchem powiedziała:

– Zrobię Ci masaż.
– Za ile? – zapytałem z ciekawości.
– 20 dolarów.
– Za dużo
– 10.
– Ok, pomyślę o tym.
– A postawisz mi piwo?
– Yyy… Nie, może później.

Odpuściła. Na moment zniknęła w wnętrzu i wracając z piwem w dłoni za cel obrała sobie siedzącego stolik obok Amerykanina. Tak na oko 50-60 letniego. To był typ tak bezczelny i arogancki, że aż inspirujący. Gość niegdyś był muzykiem, przy sobie nosił winylową płytę swojej kapeli, ale okres sławy miał już zdecydowanie za sobą i obecnie grał w knajpkach za napiwki. Poza tym miał córkę w Tajlandii, a matka jego dziecka aktualnie siedziała w więzieniu. Chwilę wcześniej zwyzywał jakiegoś mnicha w kapeluszu, a po chwili rozmowy z ową kobietą zapytał czy postawi mu piwo!

Gdy odmówiła, z soczystym amerykańskim akcentem zaproponował jej by sobie poszła – mówiąc: „Fuck Off”

Phnom Penh
Phnon Penh

***

Ho Chi Minh. Rozdzieliliśmy się z Maćkiem na pół dnia. Po południu spotkaliśmy się w hostelu i stwierdziliśmy, że wieczór trzeba spędzić na lekkiej alkoholizacji.

– Ty, widziałem ulicę gdzie są knajpy z dziwkami  – stwierdził Maciek
– Dobra, idziemy tam!

Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o znany nam już lokal i ośmieleni nieco procentami ruszyliśmy na jedną z bocznych uliczek. Ulica tętniła życiem, a wszechobecne bary, kluby i restauracje wypełnione były niemal do ostatniego miejsca. Głównie przez turystów.

Już po paru krokach zaczęły nas łapać za ramiona i ręce kolejne kobiety proponując masaż. Póki co dawały się zbyć odpowiedzią, że najpierw chcemy się napić piwa i obietnicą, że na pewno do nich wrócimy. Z każdym kolejnym krokiem kieszenie moich spodni coraz bardziej zapełniały się ulotkami reklamujący różne przedziwne masaże. W końcu znaleźliśmy lokal z wolnym stolikiem i stadkiem urodziwych Wietnamek. Zamówiliśmy piwo, uprzednio pytając o cenę i płacąc z góry, aby później nie było niedomówień. Kosztowało dwa razy drożej niż w normalnej knajpce, czyli jakieś 6 zł.

Niemal od razu przy naszym stoliku zjawiły się dwie niewiasty i zaczęły z nami konwersację. Rozmowa średnio się kleiła, ale nie przeszkadzało im to w zapytaniu czy postawimy im drinka. Odmówiliśmy. Zrobiły urażone miny i sobie poszły. Zaraz jednak w na ich miejsce pojawiły się dwie kolejne.
Jedna z nich zaczęła swoją litanię komplementów do mnie:

– Podoba mi się twoja twarz.
– Podoba mi się twoja skóra.

I usilnie próbowała przyciągnąć moją uwagę skupioną obecnie na kobiecie przy sąsiednim stoliku, która miała twarz na wysokości rozporka jakiegoś Amerykanina.
W końcu złapała mnie za włosy na nogach (miałem krótkie spodenki) i zaczęła ciągnąć.

– Co Ty robisz? – zapytałem.
– Podobają mi się twoje włosy na nogach.

WTF? Pomyślałem…

– Dobra przestań.
– Nie podoba Ci się?
– Nie.

Nie przestała.

– Ok, podoba mi się i dlatego właśnie przestań – postanowiłem bronić się ten sposób choć sytuacja była i zabawna i kuriozalna.
– Postawisz mi drinka?
– Może później…
Zniknęła na parę minut, po czym wróciła i z żalem stwierdziła:
– Jest mi smutno.
– Dlaczego?
– Bo nie mam drinka.

– Wiesz co, w moim kraju jestem gwiazdą rocka i to kobiety mi stawiają drinki – wypaliłem lekko już zirytowany.

[Rzecz jasna wcale tak nie jest, ale kto mi broni troszkę kłamczuszkować w dalekim Wietnamie 🙂 ]

Obrażona pozdrowiła mnie środkowym palcem i sobie poszła. Wróciła jednak za parę minut i znów zaczęła swoją gadkę od nowa.

Dwa piwa później, odwiedziliśmy drugi lokal. Nic ciekawego się tam jednak nie działo i postanowiliśmy powoli wracać powoli w stronę hostelu.
Znów dopadły nas panie od masażu i zaczęła się kolejna rozmowa:

– Zrobię Ci masaż. – stwierdziła jedna z nich.
– Za ile?
– 10 dolarów
– Tylko masaż?
– A co jeszcze chcesz?
– A co proponujesz?
– Nooo… Masaż z happy endem.
– Ok, może później.
– Dobra, 5 dolarów.
– Nie, dzięki.


Parę kroków dalej dorwały nas kolejne. W pewnym momencie dostałem nawet propozycję trójkąta i naprawdę sporo silnej woli było nam trzeba żeby nie ulec urokom młodych Wietnamek, ale ostatecznie stwierdziliśmy, że nie tym razem. Stwierdziliśmy, że zastanowimy się na spokojnie i najwyżej wrócimy tu jutro. Nie wróciliśmy. 🙂

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *