Niesamowita, niezwykła, wręcz nierealna – tak można określić zatokę Hạ Long, lecz nadal nie będą to odpowiednie słowa by opisać jej piękno. I właśnie tego dnia udało nam się ją zobaczyć.
Dzień 25
Hanoi -> Zatoka Hạ Long -> Hanoi
Po śniadaniu udaliśmy się pod drzwi biura podróży (podobnie jak to robiliśmy w Ho Chi Minh), skąd zostaliśmy zaprowadzeni do busa. Minęła prawie godzina nim wszyscy uczestnicy wycieczki zostali pozbierani z różnych części miasta. Ruszyliśmy na wschód – w kierunku zatoki Hạ Long.
Zatoka robiła niesamowite wrażenie – niezwykłe skalne wysepki wystające z wody były dla nas niecodziennym widokiem.
Zatoka Hạ Long powstała w skutek zalania wapiennego płaskowyżu przez wody Morza Południowchińskiego. Ma powierzchnię 1500 m² i znajduje się na niej ponad 1900 wysp i wysepek. W 1994 roku została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Po tym fakcie mieszkańcy zatoki mieli zostać przesiedleni na stały ląd, jednak części z nich udało się uniknąć tego losu. Obecnie teren zatoki zamieszkuje nieco ponad 2000 osób. Większość z nich mieszka na łodziach i bambusowych tratwach.
W porcie zostaliśmy wsadzeni na statek wycieczkowy i wypłynęliśmy w rejs. Nie sposób opisać jak piękne to było miejsce, dlatego po prostu zobaczcie zdjęcia poniżej. 🙂




Na statku okazało się, że płyną nim jeszcze dwie pary z Polski, więc dość szybko złapaliśmy wspólny temat. W czasie rejsu przewidziany był obiad, ale widoki nie pozwalały na zbyt długie delektowanie się posiłkiem, bo szkoda było je ominąć.
Po niemal godzinie rejsu dopłynęliśmy do czegoś na kształt przystani zwanej Hòn Đỉnh Hương tuż przy wyspie Đầu Gỗ. Tutaj była możliwość wynajęcia kajaka lub łódki ze sternikiem za dodatkową opłatą. Maciek bał się płynąc kajakiem, więc wybraliśmy tą drugą opcję. Minęliśmy zacumowane łodzie na których żyli mieszkańcy zatoki i przez niewielką jaskinię wpłynęliśmy na jezioro Đầu Gỗ. Niemal z poziomu wody skały robiły jeszcze większe wrażenie niż z pokładu statku.






Zbliżała się już godzina 17:00, gdy wypłynęliśmy z przystani. Czekał nas kolejny punkt programu – jaskinia Thien Cung. Statek opłynął wysepkę i wpłynął do ładnej, powoli tonącej w cieniu zatoczki.
Stromym podejściem wspięliśmy się do wejścia do jaskini. Była ogromna! Przez jaskinię prowadziła wybrukowana dróżka, a jej wnętrze oświetlone było różnokolorowym światłem. Z jednej strony było to dość kiczowate, ale z drugiej światła nadawały jaskini bajkowego wyglądu.
Formy skalne jakie wykształciły się w jaskini były wprost niesamowite. Według legendy jaskinia Thien Cung była domem Króla Smoków, który miał wraz z królową i ich potomstwem miał chronić Wietnam przed najeźdźcami. Zatoka Hạ Long nazywana bywa zresztą Zatoką Lądującego Smoka.
Gdy wypłynęliśmy z zatoki w stronę portu z którego zaczynaliśmy rejs naszym oczom ukazało się zachodzące słońce. To był kolejny magiczny moment tego dnia.








Późnym wieczorem dotarliśmy do Hanoi. Był piątek – od kilku godzin trwał już weekend. Na ulicach w centrum Hanoi, które były zamknięte dla samochodów i skuterów spacerowało i bawiło się tysiące ludzi.
