Przejdź do treści

Komunistyczne gwiazdy i najtańsze piwo Azji – Azja 2016

Drugi dzień w Hanoi. Tym razem postanowiliśmy opuścić ścisłe centrum i spotkać się z Leninem oraz Wujkiem Ho. A wieczorem spróbować najtańszego piwa w Azji.

Dzień 2

Hanoi

Po zjedzeniu śniadania w hostelu (mieliśmy szwedzki stół – nuddle, jajecznicę, tosty) postanowiliśmy ruszyć nieco dalej poza stare miasto. Skierowaliśmy się na południowy zachód.

Tu udało mi się upolować pierwszy dziwny owoc. Po krótkich negocjacjach cenowych z panią sprzedającą na ulicy miałem w swoich rękach owoc zwany custard apple – jabłko budyniowe. Było słodkie, w konsystencji nieco przypominające gruszkę i takie jakby lekko sfermentowane. Nie zachwyciło mnie w każdym razie.

Jabłko budyniowe
Jabłko budyniowe

Gdzieś tak po godzinie włóczenia się po mieście dotarliśmy do Katedry św. Józefa – wzorowanej na katedrze Notre Dame i będącej jednym z pierwszym budynków wzniesionych przez kolonialny rząd francuski w Indochinach w XIX wieku.

 Niedługo później trafiliśmy na tory kolejowe i dziwną, ale i zarazem ciekawą dzielnicę położoną wzdłuż tych torów.

Hanoi – Katedra św. Józefa
Hanoi – Hanoi Train Street

Cały czas kierowaliśmy się w stronę pomnika Lenina, Cytadeli Cesarskiej i Mauzoluem Ho Chi Minha. Ostatnim razem widziałem pomnik Lenina w Naddniestrzu. Nie można jednak zapominać, że Wietnam jest krajem komunistycznym, mimo, że na ulicach jest to kompletnie nie odczuwalne. Przypominają o tym spotykane co jakiś czas symbole sierpa i młota oraz propagandowe banery i plakaty.

Pomnik jak pomnik – nic niezwykłego. Ciekawostką natomiast jest sposób w jaki Wietnamczycy zapisują nazwisko wodza – „Le-nin”.

Cytadela i otaczające ją budynki w stylu kolonialnym w sąsiedztwie palm były ciekawe, ale brakowało w tym wszystkim efektu „wow”. Ten efekt był wtedy, gdy patrzyło się na ulice i codzienne życie mieszkańców miasta.

Hanoi – Pomnik Lenina
Hanoi – Cytadela Cesarska
Hanoi – Banery propagandowe
Hanoi – Banery propagandowe

Do Mauzoleum nie udało nam się wejść, bo wujek Ho pojechał na wycieczkę do Moskwy na konserwację, ale udało nam się zobaczyć rezydencję w której mieszkał.

Ho Chi Minh według wietnamskiej narracji, mimo, że doprowadził do niepodległości kraju i był/jest uwielbiany przez tłumy, pozostał człowiekiem bardzo skromnym. Nie chciał mieszkać w pałacu (zamkniętym w związku z jakimiś uroczystościami) lecz w domu położonym obok. Po śmierci również chciał być normalnie pochowany, więc choć mauzoleum wybudowano by go uczcić, to niejako zrobiono to wbrew jego woli.

Hanoi – Mauzoleum Ho Chi Minha
Hanoi – Muzeum Ho Chi Minha
Hanoi – Dom Ho Chi Minha
Hanoi – Biurko Ho Chi Minha z portretami idoli 😉
Hanoi – Pojazdy Ho Chi Minha

Zajrzeliśmy również do Pagody Diên Hựu i Pagody Jednej Kolumny (Pagoda Một Cột) zbudowanej w 1042 roku. Tu w odróżnieniu od innych świątyń dużo było Wietnamczyków, którzy przychodzili się modlić.

Hanoi – Pagoda Diên Hựu
Hanoi – Pagoda Diên Hựu
Hanoi – Pagody Jednej Kolumny (Pagoda Một Cột)

Dalej swoje kroki skierowaliśmy nad jezioro Tây i odwiedziliśmy Pagodę Trấn Quốc. Całkiem ciekawa.

Hasnoi – Pagoda Trấn Quốc
Hanoi – Pagoda Trấn Quốc
Hanoi – Pagoda Trấn Quốc

Nad jeziorem Maciek zaczepił panią sprzedająca ze stoiska na rowerze dziwne roladki wypełnione… no właśnie nie bardzo wiem czym… Ale roladki były pyszne!

Hanoi – Dziwne roladki
Hanoi – Dziwne roladki

Powoli zbliżał się wieczór, więc mijając wąskie kamienice (podobno podatek płaciło się od szerokości frontowej elewacji, stąd ich kształt) postanowiliśmy zmierzać w stronę hostelu.

Po drodze trafiliśmy na stoiska gdzie sprzedawane były smażone gołębie wsadzone do puszek po coli. Dziś zdecydowanie nie miałem ochoty na tego typu przysmaki. Na kolację zamówiłem zwykła zupę phở z nuddlami i mięsem. Tylko jak jeść zupę pałeczkami? Azjaci wymyślili to tak, że makaron, warzywa, mięso i inne stałe elementy jedzą pałeczkami, a wywar wypijają przechylając miseczkę do ust.

Hanoi – Pieczone gołębie
Hanoi – Zupa phở

Tego wieczoru stałem się też dumnym posiadaczem tradycyjnego wietnamskiego kapelusza non la. Wcale go nie potrzebowałem i nie chciałem, ale kobieta która zaczepiła mnie na przejściu dla pieszych (jednak jakieś udało się znaleźć), gdy czekałem na światłach była tak namolna, a zarazem sympatyczna i nie dająca się spławić, że dla świętego spokoju kupiłem ten kapelusz. Kosztował ledwie parę złotych, więc nie była to duża strata.

Kapelusz non la

Zdążyliśmy dotrzeć do hostelu na happy hour (to był jedyny pewny punkt naszego codziennego planu), ale zapragnęliśmy wypić przed snem jeszcze jedno piwo. Już poprzedniego dnia zauważyliśmy, że niemal wszędzie sprzedawane jest wyjątkowo tanie piwo – bia hơi. Jest to typowe dla północnego Wietnamu piwo jednodniowe – znaczy to mniej więcej tyle, że trzeba je wypić po otwarciu beczki jeszcze tego samego dnia. Z reguły proces jego produkcji jest bardzo szybki, a napój ma około 3% alkoholu. Takie trochę siki. 😉

Ale z drugiej strony to też dobry pretekst by siąść na malutkim krzesełku przy ulicy i z kubkiem w dłoni obserwować nocne życie miasta. Tym bardziej szklanka bia hơi kosztowała zazwyczaj 5000 VND (wietnamskich dongów), czyli mniej niż złotówkę.

Hanoi – Piwo bia hơi

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *