Czym jest wampir zasadniczo każdy wie – ot żywy trup, który wychodzi z grobu, pije krew, a zabija go światło dzienne. Wiara w wampiry (wąpierze) wywodzi się już z czasów paleolitu, a szczególnie upowszechniona była w mitologii słowiańskiej i stąd prawdopodobnie rozprzestrzeniła się w całej Europie – także w Rumunii, która dziś wydaje się być ich siedliskiem. Słowianie wierzyli, że wampiry powstają z grobów, by dręczyć zwłaszcza swoje rodziny, gdy te nie dochowały powinności pochówku umarłego. Zdarzało się także, że wampiry płci męskiej nawiedzały swoje żony by odbywać z nimi stosunki. Wiara w wampiry szczególnie nasiliła się po przyjęciu przez ludy słowiańskie chrześcijaństwa, gdy zaprzestano obrządku ciałopalenia. Nieboszczyk mógł stać się wampirem na wiele sposobów – gdy został przeklęty, zginął tragicznie, sprofanowano jego zwłoki lub został ugryziony przez innego wampira. Czasami wystarczyło nawet by za potencjalnego wampira był uznany człowiek leworęczny, rudy lub ze zrośniętymi brwiami. Albo gdy nad jego ciałem przeskoczyło zwierzę, wiedźma lub samobójca. Również nieco inne niż zazwyczaj pośmiertne objawy sprawiały, że prosty lud wierzył, że dany człowiek po śmierci zamieni się w wampira.
Bystre
Także i na Podkarpaciu wiara w wampiry była dość silna. Jednym z miejsc gdzie w wampiry wierzono i gdzie takowy grasował jest miejscowość Bystre koło Baligrodu.
W książce Bartłomieja Grzegorza Sali pt. „W górach przeklętych” trafiłem na niewielki rozdział poświęcony temu co działo się właśnie w Bystrym.
„WAMPIRZYCA PRZEŚLADUJE BYSTRE
W Galicji, jak w całej środkowej i wschodniej Europie, opowieści o upiorach były powszechne. Interesującym przykładem był wampir czy raczej wampirzyca, która nękała Bystre pod Baligrodem. Poświęcone jej ludowe przekazy spisał niezawodny Oskar Kolberg, nie wiadomo jednak w jakim okresie nieumarła prześladować miała ludność Bieszczadów.
Wszystko zaczęło się od śmierci młodej dziewczyny, która zaczęła wstawać z grobu i dusić mieszkańców Bystrego. Na okoliczną ludność padł strach.
Upiorzyca podusiła kolejno mieszkańców trzech chałup, następnej nocy udała się do kolejnej. Tam za namową starej gospodyni Naci domownicy czuwali przy zamkniętych oknach, dzierżąc topory, modląc się żarliwie i podsycając ogień w piecu. O północy ktoś zapukał do drzwi, a kiedy nikt nie otworzył, wampir sam wszedł do izby. Widok przerażonych, ale gotowych do obrony domowników, jasność z pieca i modlitwy zniechęciły nieumarłą, która zaśpiewała tylko: „Tyrlyly, tyrlyly, modzele, swymi ty w morkwy, morku ty zjily” i powróciła do swojego grobu.
Następnego dnia rodzina Naci udała się do księdza, opowiadając mu o nocnym spotkaniu z wampirem. Kapłan posłał po wójta i miejscowego dziedzica, po czym wspólnie udali się do mogiły wampirzycy. Jej ciało wydobyto z grobu i spalono. Gdy ogień trawił upiora, serce zmarłej wyskoczyło w powietrze, lecz dziedzic rozpłatał je strzałem z dubeltówki. Wampir został zgładzony, a mieszkańcy Bystrego mogli znów spać spokojnie.”
Bartłomiej Grzegorz Sala – „W górach przeklętych”
Spakowałem więc plecak i uzbrojony w osikany kołek ruszyłem do Bystrego polować na wampiry 😉



To jedyny zachowany do obecnych czasów cmentarz w Bystrym. Tu znajduje się nagrobek właściciela okolicznych dóbr Józefa Jorasza (zm. 1896) i jego dzieci. Po przycerkiewnym cmentarzu natomiast, podobnie jak i po samej cerkwi nie ma obecnie śladu. Z pewnością też to nie tu pochowana została dziewczyna, która zmieniła się w wampirzycę.
Sam cmentarzyk natomiast ma swój specyficzny klimat – wyglądający na nieco zapomniany, skryty w cieniu drzew, zwłaszcza wieczorem w deszczowe dni wygląda nieco mrocznie.
Jawornik
Kiedy stwierdzono, że pochowany człowiek mógł po śmierci zmienić się w wampira stosowano pochówki antywampiryczne. Jednym z miejsc, gdzie wyjątkowo mocno wierzono w wampiry był Jawornik koło Komańczy. Dawniej wszyscy chowani na jawornickim cmentarzu, musieli mieć najpierw wbity w serce osikowy kołek. Ucinano także umarłym głowy i kładziono je u stóp. Zdarzało się także, że owijano zmarłemu szyję młodym pędem głogu, a do ust wsadzano pieniążek, by wampir nie szukał pieniędzy we wsi. Sypano także wokół grobu mak i grudki soli, by zły duch zbierając je nie zdążył dotrzeć do wioski przed świtem.
W przeszłości tego rodzaju zabiegi były bardzo często wykonywane, ponieważ w czasie powtarzających się nawrotów cholery sprowadzanie zarazy Łemkowie przypisywali włóczącym się po nocach nieboszczykom.
W wyjątkowych sytuacjach wzywany był Bacza – człowiek posługujący się swoimi magicznymi sposobami, który wyszukiwał na cmentarzu grób, z którego „wychodził” nieboszczyk, następnie odkopywał trumnę, wydobywał zwłoki, odwracał je plecami do góry i przybijał do ziemi osikowymi kołkami lub żelaznymi zębami od bron.
Obecnie dawny Jawornik już nie istnieje – po zakończeniu II Wojny Światowej miejscowa ludność została wysiedlona, a wioska zniszczona. Jedyne pozostałości po dawnej wsi to zagubione wśród łąk i owocowych drzew podmurówki domów oraz resztki piwnic i studni. Zachowały się także podmurówki cerkwi i cmentarz, który funkcjonuje do dzisiaj. Po drugim, starszym cmentarzu, gdzie chowano ludzi podejrzewanych o wampiryzm nie ma obecnie śladu.
Ale Jawornik warto odwiedzić, bo oprócz wielu widocznych jeszcze śladów dawnego życia, znajdziemy tu ciszę i spokój oraz cząstkę nieco mrocznej magii.







Pozostałości pochówków antywampirycznych odkryto także w Sanoku – w latach 80-tych oraz w 2014 roku. W wielu innych miejscowościach również odnotowano przypadki, gdzie miejscowa ludność na różne próbowała zapobiec powstawaniu zmarłych z grobów. Wiara w wampiry od niepamiętnych czasów trwała jeszcze bardzo długo, a i dziś pewnie znajdą się osoby które w istnienie wampirów wierzą. 🙂